STRONA  GŁÓWNA
AKTUALNOŚCI
PRACOWNIA
KSIĘGA  GOŚCI
KONTAKT







Inspiracje literacko
muzyczne

Stanisław Jerzy Dołżyk


Ósmy krąg

„Ósmy Krąg” to kolejny cykl obrazów zainspirowanych twórczością legendarnego barda.
Są to kompozycje stworzone do pieśni Kaczmarskiego pt: "Epitafium dla Włodzimierza Wysockiego", oraz tych z pieśni Wysockiego, które Kaczmarski miał w swoim repertuarze.



"Epitafium dla Włodzimierza Wysockiego"

"Krąg pierwszy"


"Krąg pierwszy"  2011,   180 x 120

" To moja droga z piekła do piekła w dół na złamanie karku gnam!
Nikt mnie nie trzyma, nikt nie prześwietla nie zrywa mostów, nie stawia bram!

Po grani! Po grani!  Nad przepaścią bez łańcuchów, bez wahania
Tu na trzeźwo diabli wezmą  zdradzi mnie rozsądek - drań
W wilczy dół wspomnienia zmienią  ostrą grań!

Po grani! Po grani! Po grani! Tu mi drogi nie zastąpią pokonani!
Tylko łapią mnie za nogi,  krzyczą - nie idź, krzyczą stań
Ci, co w pół stanęli drogi  i zębami, pazurami kruszą grań

To moja droga z piekła do piekła  w przepaść na łeb na szyję skok!
Boskiej Komedii nowy przekład  i w pierwszy krąg piekła mój pierwszy krok! ..."


"Krąg drugi"


"Krąg drugi"  2011,   180 x 120

" ... To moja droga z piekła do piekła wokół postaci bladych tłok
Koń mnie nad nimi unosi z lekka  i w drugi krąg kieruje krok!

Zesłani! Zesłani!  Naznaczeni, potępieni i sprzedani!
Co robicie w piekła sztolniach  brodząc w błocie, depcząc lód!
Czy śmierć daje ludzi wolnych  znów pod knut!?

To nie tak! To nie tak! To nie tak! Nie użalaj się nad nami - tyś poeta!
Myśmy raju znieść nie mogli, tu nasz żywioł, tu nasz dom!
Tu nie wejdą ludzie podli, tutaj żaden nas nie zdziesiątkuje grom!

Pani bagien, mokradeł i śnieżnych pól rozpal w łaźni kamienie na biel!
Z ciał rozgrzanych niech się wytopi ból, tatuaże weźmiemy na cel
Bo na sercu, po lewej, tam Stalin drży, pot zalewa mu oczy i wąs!
Jego profil specjalnie tam kłuli my, żeby słyszał jak serca się rwą! ... "


"Krąg trzeci"


"Krąg trzeci"  2011,   180 x 120

" ... To moja droga z piekła do piekła, lampy naftowe wabią wzrok
Podmiejska chata, mała izdebka i w trzeci krąg kolejny krok

Wchodź śmiało! Wchodź śmiało! Nie wiem, jak ci tutaj trafić się udało!
Ot jak raz samowar kipi, pij herbatę, synu pij!
Samogonu z nami wypij, zdrowy żyj!

Nam znośnie! Nam znośnie! Nam znośnie! Tak żyjemy niewidocznie i bezgłośnie!
Pożyjemy i pomrzemy, nie usłyszy o nas świat
A po śmierci wypijemy za przeżytych w dobrej wierze parę lat! ...."


"Krąg czwarty"


"Krąg czwarty"  2011,   180 x 120

" ... To moja droga z piekła do piekła, miasto a w mieście przy bloku blok
Wciągam powietrze i chwiejny z lekka, już w czwarty krąg kieruję krok

Do cyrku! Do cyrku! Do kina! Telewizor włączyć - bajka się zaczyna!
Mama w sklepie, tata w barze, syn z pepeszy tnie jak gra!
Na pionierskiej chuście marzeń gwiazdę ma

Na mecze! Na mecze! Na wiece! Swoje znać, nie rzucać w oczy się bezpiece!
Sąsiad - owszem wypić może lecz to sąsiad, brat - to brat
Jak świat światem do ostrożnych zwykł należeć i uśmiechać się ten świat ...."

"Krąg piąty"


"Krąg piąty"  2011,   180 x 120

" ... To moja droga z piekła do piekła na scenie Hamlet, skłuty bok
Z którego właśnie krew wyciekła, to w piąty krąg piekła kolejny krok!

O matko! O matko! Jakże mogłaś jemu sprzedać się tak łatwo!
Wszak on męża twego zabił, zgładził mnie, splugawił tron
Zniszczy Danię, lud ograbi, bijcie w dzwon!

Na trwogę! Na trwogę! Na trwogę! Nie wybieraj między żądzą swą a Bogiem!
Póki czas naprawić błędy matko nie rób tego - stój!
Cenzor z dziewiątego rzędu: nie w tej formie to nie może wcale pójść! ...."

"Krąg szósty"
 

"Krąg szósty"  2011,   180 x 120

" ... To moja droga z piekła do piekła, wódka i piwo, koniak, grog
Najlepszych z nas ostatnia Mekka i w szósty krąg kolejny krok!

Na górze! Na górze! Na górze! Chciałoby się żyć najlepiej i najdłużej!
O to warto się po starać! To jest nałóg, zrozum to!
Tam się żyje jak za cara! I ot co!

Na dole! Na dole! Na dole! Szklanka wódki i razowy chleb na stole!
I my wszyscy tam i tutaj, tłum rozdartych dusz na pół
Po huśtawce mdłość i smutek choćbyś nawet co dzień walił głową w stół ! ...."


"Krąg siódmy"


"Krąg siódmy"  2012,   180 x 120


" ... To moja droga z piekła do piekła z wolna zapada nade mną mrok
Więc biesów szpaler szlak mi oświetla, bo w siódmy krąg kieruje krok!

Tam milczą i siedzą i na moją twarz nie spojrzą - wszystko wiedzą
Siedzą, ale nie gadają, mętny wzrok spod powiek lśni
Żują coś bo im wypadły dawno kły!

Więc stoję! Więc stoję! Więc stoję! A przed nimi leży w teczce życie moje!
Nie czytają, nie pytają, milczą, siedzą, kaszle ktoś
A za oknem werble grają, znów parada, święto albo jeszcze coś ...."


"Ósmy krąg "


"Ósmy krąg"  2012,   180 x 120


" ... I pojąłem, co chcą ze mną zrobić tu i za gardło porywa mnie strach
Koń mój znikł, a wy siedmiu kręgów tłum macie w uszach i w oczach piach!

Po mnie nikt nie wyciągnie okrutnych rąk, mnie nie będą katować i strzyc!
Dla mnie mają tu jeszcze ósmy krąg! Ósmy krąg, w którym nie ma już nic

Pamiętajcie wy o mnie co sił! Co sił! Choć przemknąłem przed wami jak cień!
Palcie w łaźni, aż kamień się zmienia w py,ł przecież wrócę, gdy zacznie się dzień ...."


" Ze sceny "


"Ze sceny "  2012,   80 x 80

Wy w ciemnościach - reflektory chronią was - oświetlając tylko scenę, na niej mnie!
Jak na dłoni widać mą stężałą twarz, gdy przez mrok próbują oczy przebić się!
Mikrofony wychwytują każdy dźwięk, mój najlżejszy oddech usłyszycie stąd!
Ja przemogę sztywność zaciśniętych szczęk, wstrzymam myśli niekontrolowany prąd!
Ja tu na krótko! Kochani - pozwolicie? Przed wami chcę naprawdę szczerze się wysilić!
To dla was chwila, dla mnie całe życie! Nim zniknę - niech pokrzyczę krótką chwilę!

Każdy chce mieć i każdy tak czy owak ma, tę krótką chwilę między wejściem swym i wyjściem!
Każdy na jakimś instrumencie gra, choć nie każdego oklaskuje się rzęsiście.
Lecz ja - ja wiem, ta krótka chwila długo trwa, ale mam tyle, drodzy, wam do powiedzenia!
Tylko przeszkadza mi ta za kurtyną twarz i ciągły szept, że to już koniec przedstawienia!
Nie! Jeszcze trochę! Mamy czas! Bo widzicie do stracenia nikt z nas nie ma nic - i tyle!
A więc krzyczmy! Krótką chwilę - całe życie! Nim znikniemy - głośno krzyczmy krótką chwilę!

Gwiżdże ktoś - nie mówię nic, nie było nic! Ja mikrofon mam i ja mam teraz głos!
Tam, za kulisami wy! Możecie iść! Przejmuję program i prowadzę dalej go!
Nie przerywać! Tego, co warcholi - precz! Nie dla niego tutaj płuca w strzępy rwę!
Hej, akustyk! Chrypnę! Gorzej słychać mnie! Silniej wzmacniacz! Głos mój teraz musi brzmieć!
Rozciągnąć czas! Hej, wy tam, w mroku - czy wierzycie
Mnie, który wie jak się w epokę zmienia chwilę?

Otwórzcie drzwi! I zaraz zobaczycie jak marny czas, co gnębił nas, zostaje w tyle!

Ktoś mi tutaj może powie, że już charczę, że już nie rozróżnia poszczególnych słów,
Ale mnie śpiewania jeszcze nie wystarczy! Jeśli przerwę - nigdy nie zaśpiewam znów!
Nowych chwytów na gitarze nie wyćwiczę, ale starych jeszcze dość - ja się nie mylę!
Całe życie z sensem krzyczę, całe życie! Więc pokrzyczę jeszcze póki mam tę chwilę!

Co się stało!? Czemu ten reflektor zgasł? Kto wyłączył mikrofony mi?
Gdzie jesteście, kto stąd wyprowadził was? Kto zatrzasnął między nami drzwi?!
Niech chociaż skończę! Bez pointy odchodzicie!
A ma być śmieszna, najważniejsza, w wielkim stylu!
I potrwa chwilę! Jedną w całym życiu!
Nim zniknę... niech rozśmieszę was na chwilę...


" Nie lubię "


" Nie lubię "  2012,   80 x 80


Nie lubię gdy mi mówią po imieniu, gdy w zdaniu jest co drugie słowo - brat
Nie lubię gdy mnie klepią po ramieniu z uśmiechem wykrzykując - kopę lat!
Nie lubię gdy czytają moje listy przez ramię odczytując treść ich kart
Nie lubię tych co myślą, że na wszystko najlepszy jest cios w pochylony kark

Nie znoszę gdy do czegoś ktoś mnie zmusza, nie znoszę gdy na litość brać mnie chce
Nie znoszę gdy z butami lezą w duszę tym bardziej gdy mi napluć w nią starają się
Nie znoszę much co żywią się krwią świeżą, nie znoszę psów co szarpią mięsa strzęp
Nie znoszę tych co tępo w siebie wierzą, gdy nawet już ich dławi własny pęd!

Nie cierpię poczucia bezradności z jakim zaszczute zwierzę patrzy w lufy strzelb
Nie cierpię zbiegów złych okoliczności, co pojawiają się gdy ktoś osiąga cel
Nie cierpię więc nie wyjaśnionych przyczyn, nie cierpię niepowetowanych strat
Nie cierpię liczyć nie spełnionych życzeń, nim mi ostatnie uprzejmy spełni kat

Ja nienawidzę gdy przerwie mi rozmowę w słuchawce suchy metaliczny szczęk
Ja nienawidzę strzałów w tył głowy, do salw w powietrze czuję tylko wstręt
Ja nienawidzę siebie kiedy tchórzę, gdy wytłumaczeń dla łajdactw szukam swych
Kiedy uśmiecham się do tych którym służę, choć z całej duszy nienawidzę ich!


" Nie szkodzi "


" Nie szkodzi "  2012,   80 x 80


Nie szkodzi, że po wódzie ciężka głowa

Nie szkodzi, że od dymu w płucach rzęch
Nie szkodzi, że przed ludźmi się nie schowasz
Życiem się ciesz - dopóki jeszcze jest

Nieważne, że po nocach usnąć trudno
Nieważne - wyje gdzieś skopany pies
Nieważne - gorycz w ustach masz paskudną
Życiem się ciesz - dopóki jeszcze jest

Gwiżdż na to, że cię wszyscy opuścili
Gwiżdż na to, że cię czeka krwawy chrzest
Gwiżdż zwłaszcza, że ci zęby dwa wybili
Życiem się ciesz - dopóki jeszcze jest

Co z tego, że nic nie masz, choć się starasz
Co z tego, że o pewnych sprawach wiesz
Co z tego, że położą cię na marach
Życiem się ciesz - dopóki jeszcze jest

I śmiej się, że zaprzedał cię przyjaciel
I śmiej się, że ci bliski wróżą kres
I śmiej się, kiedy grożą ci i straszą
Życiem się ciesz - dopóki jeszcze jest

To nic, że prawie nie ma czym oddychać
To nic, że skończyć z tobą może jeden gest
To nic, że drzwi otworzą ci wytrychem
Życiem się ciesz - dopóki jeszcze jest

To prawda - chcieć to móc - a chce się tyle!
To prawda, że już blisko raju bram!
Jedno mnie martwi (chociaż cieszę się, że żyję)
Komu za taką radość podziękować mam?!


" Linoskoczek "


" Linoskoczek "  2012,   80 x 80


Na klucz nasz cyrk zamknięto nam i postawiono straż u bram
Nie odpowiadał ponoć normom bezpieczeństwa,
Sprzedano małpy, konie, psy i w klatkach znów zamknięto lwy,
W szpitalach błazny, bo się śmiały do szaleństwa.

Ponuro w mieście robi się, bo znowu pobyć nie ma gdzie
A pusty cyrk to przecież zawsze rzecz ponura,
A mnie najciężej - bo cóż ja? Cóż linoskoczek robić ma
Gdy nie ma napiętego nad otchłanią sznura?!

Bez tego strachu którym czuł co dzień, gdy mogłem runąć w dół
Przez chwilę lęku, nieuwagi, chwilę pecha
Na prawdę nie mam po co żyć, po ziemi chodzić, gorycz pić -
Nie, takie życie mi się wcale nie uśmiecha!

Czuję się jakbym nie miał nóg, obcy mym stopom każdy bruk,
Potykam się co krok o swoją własną piętę!
Lecz nawet wtedy znajdą się
Ludzie co podtrzymają mnie, i widzę twarze litościwie uśmiechnięte.

Nie dany więc upadek mi, nie dana sława dawnych dni
Więc swoje kroki stawiam dzisiaj bez oklasków!
Wtem błyska oczywista myśl! i wiem, co robić mam od dziś!
Napięte zawsze w świecie druty są kolczaste!

Po takiej drodze trzeba iść! Kaleczyć stopy! Wargi gryźć!
Gdy z lewej próżna wolność z prawej kat cię niańczy!
Pod stopą mieć napiętą nić! Tak długo, aż nie pęknie - żyć!
Pokazać światu, że i po niej można tańczyć!


" Linoskoczek II "


" Linoskoczek II "  2012,   80 x 80


Otworzyli nam nasz cyrk - z pełną pompą, z pełnym szpanem
I wołają - tańczta teraz na linie tak, jak chceta!
Program ustalony już i numery są wybrane
I recenzje wasza własna wystawi wam gazeta!

Kto chce, niech poskramia lwy, a kto chce - niech ogień łyka
A kto lody poroznosi, to tylko wasza sprawa:
Zobaczymy, jak was przyjmie - wasza wszak publika,
Zobaczycie, jak się zbiera gwizdy, błaga się o brawa...

A my na to: proszę bardzo: I zaraz za drabinkę
Pod kopułę namiotu dawaj wspinać się z godnością!
Wtem tchu nam w piersiach nagle brak i ktoś podwędził linkę
I jak tu iść w powietrzu przed wierną publicznością?!

Ten i ów próbuje jednak i oczywiście spada -
Zrozumieć jednak trzeba go - w tym nie ma jego winy,
A prawdę mówiąc jeszcze nie zagraża mu zagłada
Bo w dole tyle trocin - tam tylko są trociny...

Lecz tak nie może przecież być, orkiestra się zaśmiewa,
Na ziemi karły zakładają się - kto kogo zrzuci!
Może by ktoś chciał brawa bić, lecz nadal braw nikt niewart!
Dopiero będzie cyrk!
Kiedy publiczność się odwróci!


" Obława "


" Obława "  2012,   80 x 80


Skulony w jakiejś ciemnej jamie smaczniem sobie spał
I spały małe wilczki dwa - zupełnie ślepe jeszcze
Wtem stary wilk przewodnik co życie dobrze znał
Łeb podniósł warknął groźnie aż mną szarpnęły dreszcze
Poczułem nagle wokół siebie nienawistną woń
Woń która tłumi wszelki spokój zrywa wszystkie sny
Z daleka ktoś gdzieś krzyknął nagle krótki rozkaz: goń -
I z czterech stron wypadły na nas cztery gończe psy!

Obława! Obława! Na młode wilki obława!
Te dzikie zapalczywe w gęstym lesie wychowane!
Krąg śniegu wydeptany! W tym kręgu plama krwawa!
Ciała wilcze kłami gończych psów szarpane!

Ten który rzucił na mnie się niewiele szczęścia miał
Bo wypadł prosto mi na kły i krew trysnęła z rany
Gdym teraz - ile w łapach sił - przed siebie prosto rwał
Ujrzałem małe wilczki dwa na strzępy rozszarpane!
Zginęły ślepe, ufne tak puszyste kłębki dwa
Bezradne na tym świecie złym, nie wiedząc kto je zdławił
I zginie także stary wilk choć życie dobrze zna
Bo z trzema naraz walczy psami i z ran trzech naraz krwawi!

Obława! Obława! Na młode wilki obława!
Te dzikie zapalczywe w gęstym lesie wychowane!
Krąg śniegu wydeptany! W tym kręgu plama krwawa!
Ciała wilcze kłami gończych psów szarpane!

Wypadłem na otwartą przestrzeń pianę z pyska tocząc
Lecz tutaj też ze wszystkich stron - zła mnie otacza woń!
A myśliwemu co mnie dojrzał już się śmieją oczy
I ręka pewna, niezawodna podnosi w górę broń!
Rzucam się w bok, na oślep gnam aż ziemia spod łap tryska
I wtedy pada pierwszy strzał co kark mi rozszarpuje
Pędzę, słyszę jak on klnie! Krew mi płynie z pyska
On strzela po raz drugi! Lecz teraz już pudłuje!

Obława! Obława! Na młode wilki obława!
Te dzikie zapalczywe w gęstym lesie wychowane!
Krąg śniegu wydeptany! W tym kręgu plama krwawa!
Ciała wilcze kłami gończych psów szarpane!

Wyrwałem się z obławy tej schowałem w obcy las
Lecz ile szczęścia miałem w tym to każdy chyba przyzna
Leżałem w śniegu jak nieżywy długi długi czas
Po strzale zaś na zawsze mi została krwawa blizna!
Lecz nie skończyła się obława i nie śpią gończe psy
I giną ciągle wilki młode na całym wielkim świecie
Nie dajcie z siebie zedrzeć skór! Brońcie się i wy!
O, bracia wilcy ! Brońcie się nim wszyscy wyginiecie!

Obława! Obława! Na młode wilki obława!
Te dzikie zapalczywe w gęstym lesie wychowane!
Krąg śniegu wydeptany! W tym kręgu plama krwawa!
Ciała wilcze kłami gończych psów szarpane!


" Obława z helikopterów "


" Obława z helikopterów "  2012,   80 x 80


Obce lasy przemierzam, serce szarpie mi krtań!
Nie ze strachu - z wściekłości, z rozpaczy!
Ślad po wilczych gromadach mchy pokryły i darń,
Niedobitki los cierpią sobaczy!
Z gąszczu żaden kudłaty pysk nie wyjrzy na krok,
W ślepiach obłęd lęk chciwość lub zdrada!
Na otwartych przestrzeniach dawno znikł wilczy trop,
Wilk wie dobrze czym pachnie zagłada!
Słyszę wciąż i uszom nie wierzę, lecz potwierdza co krok wszystko mi:
Zwierzem jesteś i żyjesz jak zwierzę, lecz nie wilki, nie wilki już wy!

Myśli brat, że bezpieczny, skoro schronił się w las,
Lecz go ściga nie bóg! Ściga człowiek!
Śmigieł świst nad głowami, grad pocisków i wrzask,
Co wyrywa źrenice spod powiek!
Strzelców twarze pijane w drzew koronach znad luf,
Wrzący deszcz wystrzelonych ładunków!
To już nie polowanie, nie obława, nie łów!
To planowe niszczenie gatunku!
Z rąk w mundurach, z helikopterów maszynowa broń wbija we łby
Czarne kule i wrzask oficerów, wy nie wilki, nie wilki już wy!

Kto nie popadł w szaleństwo, kto nie poszedł pod strzał
Jeszcze biegnie klucząc po norach,
Lecz już nie ma kryjówek, które miał, które znał,
Wszędzie wściekła wywęszy go sfora!
I pomyśleć, że kiedyś ją traktował jak łup,
Który niewart wilczych był kłów!
Dziś krewniaka swym panom zawloką do stóp,
Lub rozszarpią na rozkaz bez słów!
Bo kto biegnie - zginie dziś w biegu! A kto stanął - padnie gdzie stał!
Krwią w panice piszemy na śniegu: my nie wilki, my mięso na strzał!

Ten skowyczy trafiony, tamten skomli na wznak,
Cóż ja sam? Nic tu zrobić nie mogę.
Niech się zdarzy co musi się zdarzyć i tak,
Kiedy pocisk zabiegnie mi drogę!
Starą ranę na karku rozszarpuje do krwi,
Ale póki wilk krwawi - wilk żyw!
Więc to jeszcze nie śmierć! Śmierć ostrzejsze ma kły!
Nie mój tryumf, lecz zwycięstwo - nie ich!
Na nic skowyt we wrzawie i skarga! Póki w żyłach starczy mi krwi
Pierwszy bratu skoczę do gardła, gdy zawyje - nie wilki już my!


" Wydarzenie w knajpie "


" Wydarzenie w knajpie "  2012,   80 x 80


W knajpie na zielonych ścianach rozwieszono tu i tam
Trzy obrazki zdjęć parę i folder
Przy stoliku kapitan pochylony pije sam
- Czy tu wolne - spytałem - wolne

- Zapal synu - nie palę - jak nie palisz to pij
Patrz akurat została nam resztka
Nim przyniosą coś więcej to pod chuch popłucz ryj
Twoje zdrowie bądź zdrów - nie omieszkam

- No i cóż - po kolejce Kapitan mi rzekł
- Wódę ciągniesz jak stary nie kryję
A czyś czołg widział z bliska do ataku czyś szedł
Kiedy pocisk nad uchem ci wyje

Ja pod Kurskiem w okopach pośród trupów i krwi
Byłem wtedy sierżantem a w boju
Za moimi plecami byli tacy jak ty
A tyś żył tutaj sobie w spokoju!

Nagle umilkł znów wypił potem podnieść się chciał
Patrząc na mnie by może przestraszyć
- Ja pół życia łajdaku za ciebie żem dał
Ty przez palce je puszczasz Judaszu!

A karabin ci dać! A do boju cię gnać!
A ty wódę tu chlasz z kombatantem!
- Czułem się jak w okopie w kurskim piekle gdzieś tam
Gdzie kapitan był jeszcze sierżantem


" Koń wyścigowy "


" Koń wyścigowy "  2012,   80 x 80

Za chwilę start wielkiego biegu za miliony.
- Więc doczekałem się nareszcie swego dnia!
Chrypną głośniki: Czarny Koń, dżokej w czerwonym!
- To dżokej mój, a Czarny Koń - to właśnie ja!
Nie na mnie skierowane publiczności oczy,
Na mnie nie stawiał nikt, pisano o mnie źle,
Ale ja wiem, że mogę gnać, co koń wyskoczy
I że zwycięstwo jest pisane właśnie mnie!

Start! Tunel toru za barierą się otwiera,
Do przodu rwę, wiatr z oczu mi wyciska łzy,
Dżokej w strzemionach staje, chłoszcze, jak cholera!
Na czarnej sierści rosną pierwsze pręgi krwi
Sam wiem, jak biec! Kopyta szarpią ruń na bruzdy,
Przeszkody tnę - jedna po drugiej - od niechcenia!
Ach, jak bym biegł! - Tylko bez siodła i bez uzdy,
Co chcą powstrzymać mnie od mego przeznaczenia!

Co mnie obchodzą publiczności dzikie wrzaski!
Co mnie obchodzi dżokej mój - czerwony karzeł?!
Ja tu dla siebie biegnę, nie z niczyjej łaski,
I - co potrafię - zaraz wszystkim wam pokażę!
Znikają z obu stron chorągwie, twarze, godła,
Ja czuję tor i tylko tor i kopyt takt,
Więc jeden ruch! - I wylatuje dżokej z siodła
I z pyska znika mi wędzidła słony smak!

Pędzę co sił, cóż dla mnie dyskwalifikacja -
Przegrywa stajnia, dżokej, widz - ale nie ja!
Nikt nie zagrozi mi - to dla mnie ta owacja,
Lecz meta nie jest końcem biegu - ani dnia!
Więc dalej gnam, nie wiedząc - czy to ja, czy nie ja,
O którym wrzeszczą, że oszalał! - Ich to rzecz!
Stać mnie na wszystko! - byle tylko bez dżokeja!
I raz na zawsze - z siodłem, uzdą, pejczem - precz!


" Czołg "


" Czołg "  2012,   80 x 80


Gąsienicami zagrzebany w piach nad Wisłą
Patrzę przez rzekę pustym peryskopem
Na miasto w walce, które jest tak blisko
Że Wisły nurt - frontowym staje się okopem.

Rozgrzany pancerz pod wrześniowym żarem
Rwie do ataku się i pali pod dotykiem,
Ale wystygły silnik śpi pod skrzepłym smarem
I od miesiąca nie siadł nikt - za celownikiem.

Krtań lufy pusta łaknie znów pocisków smaku
A łyka tylko tłusty dym - z drugiego brzegu!
W słuchawkach zdjętych hełmofonów - krzyk Polaków
I nie wiem, czemu rzeki tej nie wziąłem - z biegu!

Dajcie mi wgryźć się gąsienicą w fale śliskie
I ogniem swoim dajcie wesprzeć barykady!
By miasto w walce - które tak jest bliskie
Bezruchu mego - nie nazwało mianem - zdrady!

Lecz milczy sztab i milczą pędy tataraku
Którymi mnie przed tymi, co czekają - skryto.
Bo russkij tank - nie będzie walczył za Polaków!
Bo russkij tank - zaczekać ma, by ich wybito!

Gdy się wypali już powstanie ciemnym błyskiem
Włączą mi silnik i ożywią krew maszyny,
Bym mógł obejrzeć miasto - co tak bliskie -
Bez walki zdobywając gruzy i ruiny!


" Sen "

" Sen "  2012,   80 x 80


Żółty płomień widzę we śnie, zaraz mnie oślepi.
Poczekaj trochę, jeszcze za wcześnie, rankiem będzie lepiej.
Ale ranek nie przynosi radości mi wcale.
Albo piję znów ze złości, albo na czczo palę.
Da i-ych raz, da jeszczo raz,
Da jeszczo mnogo, mnogo, mnogo, mnogo,
Mnogo raz... Da jeszczo raz... Albo na czczo palę.

W knajpie wódki różnych smaków i kelner jak matka.
Raj dla błaznów i żebraków, dla mnie - ciasna klatka.
A w kościele mroku wiele, kadzidlany zaduch.
Nie ma, chłopcy, i w kościele ładu ani składu.
Da i-ych raz, da jeszczo raz,
Da jeszczo mnogo, mnogo, mnogo, mnogo,
Mnogo raz... Da jeszczo raz... Ładu ani składu.

Ja za miasto się wymykam, bo już mi serce pęka.
Tam spotyka mnie osika i sucha wisienka.
Żeby choć stokrotka jedna, jeden kwiat na wiśni!
Nic się tutaj zrobic nie da, nic po mojej myśli.
Da i-ych raz, da jeszczo raz,
Da jeszczo mnogo, mnogo, mnogo, mnogo,
Mnogo raz... Da jeszczo raz... Nic po mojej myśli.

Ruszam pędem w szczere pole, pustka. nie ma Boga.
Tylko piołun i kąkole. i w dal ucieka droga.
Przez siedliska wilkołaków  biegnie lasem-borem,
A u kresu tego szlaku stoi kat z toporem.
Ech raz, da jeszczo raz,
Da jeszczo mnogo, mnogo, mnogo, mnogo,
Mnogo raz... Da jeszczo raz... Stoi kat z toporem.

Jakby pieśni ciągnąc wątek, gdzieś zarżały konie.
Marny drogi tej początek, jeszcze gorszy koniec.
Obca mi knajpa, kościół obcy. nigdzie nic świętego!
Wszystko do niczego, chłopcy, całkiem do niczego!